Moim zdaniem

Bo w pewnym wieku już nie wypada…

Ramy społecznych oczekiwań związanych z wiekiem próbują uwięzić każdego z nas. Najpierw jesteśmy za młodzi na całą masę rzeczy, a chwilę później lista rzeczy, na które jesteśmy już za starzy sukcesywnie rośnie z każdym mijającym rokiem. Ot, taki paradoks. I jeśli na początku naszego życia pewne ograniczenia z racji wieku są dla mnie całkowicie zrozumiałe, tak kiedy jesteśmy już dorośli, świadomi i w pełni odpowiedzialni za swoje czyny już niekoniecznie.

Kanony zachowań właściwe dla poszczególnych grup wiekowych istnieją od zawsze. Co prawda na przestrzeni lat uległy zmianie i są zdecydowanie bardziej liberalne niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu, to nadal wychylanie się poza nie wiąże się z krytycznym spojrzeniem zdecydowanej większości społeczeństwa. Bo przecież w pewnym wieku nie wypada… I tak mimowolnie, mniej lub bardziej świadomie, wpadamy w szereg sztucznych ograniczeń. A czy jest coś złego w wygłupianiu się, imprezowaniu, robieniu tatuaży, graniu na konsoli czy jeżdżeniu na deskorolce kiedy lata młodzieńcze mamy już dawno za sobą? Oczywiście że nie, ale spróbujcie zrobić którąś z tych rzeczy po 50tce, to najdelikatniej nazwą Was ekscentrykami.

Tak naprawdę ograniczenia powinniśmy stawiać sobie sami. Powinny być podyktowane własnymi potrzebami, osobistym poczuciem estetyki czy też komfortu, a nie tym co powiedzą inni. Jeśli masz na coś ochotę (oczywiście przy założeniu, że nie jest to dla nikogo krzywdzące), to po prostu to zrób, bez względu na to jaką liczbę pokazuje Twoja metryka. Komfort własnego życia jest zdecydowanie ważniejszy niż zaspakajanie oczekiwań w większości zupełnie obcych ludzi. Czasami można natknąć się na sztywne wyznaczone granice wiekowe określone przez bliżej nikomu nieznane „autorytety” według których, jako przedstawicielka pokolenia 30+, na przykład już dawno nie powinnam chodzić w trampkach. W krótkich szortach tym bardziej. Podobno nie wypada mi również zaplatać włosów w warkocz. Jednak dopóki w mojej subiektywnej ocenie będę wyglądać estetycznie i czuć się w nich dobrze, to tak długo takowe będę nosić, a jeśli komuś to będzie przeszkadzać, to niech zamknie oczy albo odwróci głowę – opcji do wyboru jest co najmniej kilka.

Praktycznie od dziecka są nam podprogowo zaszczepiane pewne „wzorce”. Słuchamy wszechobecnych opinii innych o innych, a w głowach koduje nam się ten „właściwy” dla danego wieku obraz wyglądu i zachowań. Trudno się później od tego uwolnić, zarówno w postrzeganiu własnej osoby jak i w postrzeganiu pozostałych ludzi. Poza tym istnieje wyraźny związek między ryzami ograniczeń w jakich trzymamy siebie, a tym na ile według nas wolno innym osobom. Jeśli sami na coś się nie decydujemy, jeśli według nas coś z racji wieku nam nie wypada, to najpewniej będziemy uważać, że inni ludzie również nie powinni tak postępować. Niestety taki jest podświadomy mechanizm myślenia. Dla jednych stanowi on normę, innym zdarza się tylko czasami, ale każdy bez wyjątku w pułapkę tego schematu wpada. Mnie również jeszcze w niektórych sytuacjach się to przytrafia i łapię się na niewłaściwej pierwszej myśli. Na szczęście bardzo szybko przychodzi refleksja: cholera, przecież to nie moje życie i tym bardziej nie moja sprawa. Żyj i daj żyć innym. Tak po prostu.

Zakorzenienie tego złego nawyku bywa naprawdę głębokie, ale gorąco zachęcam by spróbować się go pozbyć. Uwolnienie się od kotłującej się z tyłu głowy myśli „bo w pewnym wieku nie wypada”, od oceniania przez ten pryzmat siebie i innych ściąga z nas niesamowity ciężar. A Ty zrezygnowałeś z czegoś, bo podobno jesteś już na to za stary?

2 komentarzy:

  1. Ja mam 24 lata, ubieram rozkloszowane sukienki podchodzace pod styl lolita, kokardy we wlosach, t shirty z nadrukami z kreskowek, w szafie mam nawet bluze tzw. sweatshirt 3D z „krolem lwem” (to sa te bluzy co nadruki sa doslownie na calym materiale), a takze bluze z dlugimi kroliczymi uszami na kapturze. Dodatkowo jezdze na deskorolce fiszce I bmxie, takze do pracy I na uczelnie. Tyle co ja sie nasluchalam w domu na temat tego jak wygladam to nawet niew wspomne. Ze mi nie wypada, ze za stara estem, ze oczy tamto ejst dla dzieci…Przez to trafilam na tego bloga bo ostatnio mam kryzys. Tak jak wczesniej mialam to totalnie w dupie tak teraz dziwnie sie czuje z tym jak wygladam przez to gadanie rodziny. Dodam ze nikomu poza nimi nie przeszkadza moj image, wrecz przeciwnie,czesto spotykam sie z ozytywna ciekawoscia ze strony ludzi, nikt mnie nie szykanuje ani w pracy ani w szkole ani nic nie gada na ulicy. Jakis pomysl jak pozbyc sid tego uczucia zazenowania, nieadekwatnosci I znowu czuc sie swobodnie? Stylu zmienic nie chce bo to tzk jaby zabrac czesc mnie, zawsze bylam ekscentryczna I nie chce tego w sobie zdusic.

    1. I bardzo dobrze, że nie chcesz zmiany, bo nie opinią innych powinna być ona podyktowana. Zobacz do jakiego paradoksu doszło – nie czujesz się dziwnie z tym jak wyglądasz, tylko jest Ci nieswojo przez opinię rodziny na ten temat i presją jaką Ciebie w związku z tym obciążają. Ważne jest abyś uzmysłowiła sobie, kto w tej sytuacji tak właściwie ma problem. Ty, która zakładam, że sama i w pełni świadomie dokonujesz swoich stylistycznych wyborów czy rodzina, która tych wyborów nie potrafi zaakceptować. Zmiana stylu nie rozwiąże Twojego problemu tylko ich. Ja rozumiem, że czasami nasze wybory i decyzje mogą być niezrozumiałe i nie podobać się innym, ale dopóki nie są krzywdzące dla nas samych i szanują wszystkich innych mieszkańców tej planety, to naprawdę nikomu nic do tego. To jest Twoje życie, więc dlaczego masz żyć na nieswoich warunkach? Przypuszczam, że intensywność tego „gadania” jest wprost proporcjonalna do Twojego wieku i po prostu im jesteś starsza tym bardziej się nasila. Wcześniej miałaś to w dupie, ale pod ciągłym naporem ze strony rodziny zaczynasz tracić siłę i stąd pojawił się ten kryzys. Jak go pokonać? Pamiętaj, że wszystko zawsze zaczyna się w głowie, ale że umysły mamy bardzo pokrętnie skonstruowane, to niestety sprawy najczęściej stają się dużo bardziej skomplikowane niż są w istocie. Powinnaś uwolnić się od opinii rodziny. Tylko tyle i aż tyle. Ludzie od zawsze oceniali i oceniać zawsze będą. Fakt ten najlepiej jak najszybciej zaakceptować, a będzie się żyło znacznie łatwiej :) Pisząc o akceptacji nie mam jednak na myśli dawania przyzwolenia na taki stan rzeczy, bo ocenianie wszystkich i wszystkiego nie jest w porządku, tylko pogodzenie się, że to jedna z licznych wad ludzkiej natury, która dodatkowo uaktywnia inną, jeszcze gorszą – moralizowanie (bo gdyby każdy zachował swoją ocenę dla siebie, to nie żyłoby się jeszcze aż tak źle). Nie walcz z presją rodziny. Po prostu zaakceptuj fakt, że nie podoba im się Twój styl. Jasne, to nie jest ani łatwe, ani fajne, ani miłe, zwłaszcza że jest to rodzina, której wsparcie dla każdego jest ważne, ale szkoda Twojej energii zarówno na zamartwianie się ich gadaniem jak i na próbowanie przekonania ich do akceptacji Twoich wyborów. Jeśli przestaniesz przywiązywać się do tego co mówią, ich słowa krzywdy Ci nie wyrządzą. Słowa to tylko słowa. Same w sobie nic nie znaczą, to my nadajemy im emocjonalną moc. Jeśli towarzyszy Ci wściekłość na nich, to spróbuj się jej pozbyć, ponieważ każda złość, to cios wymierzony w samego siebie. Życzę Ci dużo siły i wytrwałości, bo na pewno będą potrzebne i rychłego powrotu do postawy „mam to totalnie w dupie” :)

      P.S. Kocham Króla Lwa :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *