Moim zdaniem

Szczęśliwi czasu nie liczą czy jakoś tak

Podobno szczęśliwi czasu nie liczą. Zaaferowani swoim błogostanem nie zauważają upływu czasu, który pod wpływem endorfin staje się jakoś mniej dostrzegalny. Jednak czas przestaje być dla nich istotny tylko dlatego, że fakt jego istnienia umyka ich uwadze, a nie dlatego że tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Szczęśliwi, którzy czasu nie liczą. To zdanie według mnie definiuje szczęśliwego człowieka albo raczej fakt konieczny, aby prawdziwe szczęście móc w sobie odnaleźć. 

Ewolucja świadomości z biegiem czasu, zdobywaną wiedzą i gromadzonym doświadczeniem jest chyba zupełnie naturalną koleją rzeczy i wraz z wiekiem pewne rzeczy stają się dla mnie coraz bardziej zrozumiałe i oczywiste. Jedną z nich jest fakt, że czas nie ma żadnego znaczenia. Pewnie w głowach wielu z Was zaraz pojawi się szereg pytań: Ale jak to? Przecież czas płynie, robimy się coraz starsi, wszystko kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy, więc jak czas może nie mieć znaczenia? Ano może. Już jedno z najsłynniejszych twierdzeń Einsteina „Czas jest względny” powinno sprawić abyśmy przestali czas traktować aż tak serio jak to mamy w zwyczaju. Aby nie zagłębiać się za bardzo w pojęcie czasu z fizycznego punktu widzenia napiszę tylko, że według teorii względności czas nie jest zawsze jednakowy i płynie z różną prędkością ze względu na prędkość poruszania się ciał w przestrzeni. Naukowcy wielokrotnie udowodnili, że ten wybitny fizyk się nie mylił i że z matematycznego punktu widzenia czas traci wszelkie znaczenie. Jest to fakt, który dla percepcji człowieka jest nie do ogarnięcia i chociaż jest to niesamowicie fascynujące (przynajmniej dla mnie) nie będę Was dłużej zamęczać naukowym podejściem do tego tematu.

Od jakiegoś czasu bardzo mocno staram się skupiać swoją uwagę i energię tylko na tym co się dzieje tu i teraz, bez zbędnego wybiegania w przyszłość i zaglądania w przeszłość. W konsekwencji przestałam kompletnie zwracać uwagę na czas. Nawet nie przypuszczałam jak rzeczywistość pozbawiona czasu skrupulatnie odmierzanego przez zegarek może być kojąca. To która jest godzina interesuje mnie tylko ze względu na poranne wstawanie, rozkład komunikacji czy umówione spotkania.  Nie jest to łatwe, bo nasze umysły są zaprogramowane tak aby nieustannie coś analizować i planować, rozmyślać o tym co było lub zastanawiać nad tym co będzie. Ludzki umysł gubi się gdy pozbawimy go wyznacznika jakim jest czas i kompletnie nie potrafi się odnaleźć w rzeczywistości tu i teraz, dlatego tak trudno ludziom czerpać radość z trwającej chwili. Świetnie oddaje to poniższy rysunek.

Trudno wyzwolić swój umysł od natłoku niepotrzebnych myśli. Co gorsza zdecydowana większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego jaką władzę ma nad nimi ich własny umysł i wszystkie narzucone na niego przez rzeczywistość mechanizmy. Wszystko zaczyna się już w dzieciństwie, a z wiekiem jest tylko gorzej. Dzieci na początku są wolne od wszelkich schematów, ale świat bardzo szybko je manieruje, a ja mam już na tyle lat, aby móc z przykrością stwierdzić, że w obecnych czasach zdecydowanie szybciej niż kiedyś stają się trybikami w tej maszynie obłędu. Eckhart Tolle napisał fantastyczną książkę „Potęga teraźniejszości”, z której pochodzi ten cytat: „To, co negatywne, jest absolutnie sprzeczne z naturą. Ponieważ zaś wszystko, co negatywne, zanieczyszcza psychikę, istnieje głęboki związek między zatruciem i zniszczeniem przyrody a ogromnymi pokładami negatywizmu, nagromadzonymi w zbiorowej psychice ludzkiej. Żadna inna forma życia na kuli ziemskiej nie wie, co to negatywizm: znany jest on wyłącznie ludziom; żadna też spośród innych form życia nie zadaje gwałtu planecie, której zawdzięcza samo swoje trwanie, ani planety tej nie zatruwa. Widziałeś kiedyś nieszczęśliwego delfina, żabę, która miała problemy z samooceną, kota, co nie potrafił się zrelaksować, albo ptaka, hołubiącego nienawiść i urazę? Jedynie zwierzęta żyjące w bliskim kontakcie z ludźmi i poprzez nich wchodzące w kontakt z ludzkim umysłem oraz jego obłędem, zdradzają czasem coś w rodzaju negatywnych skłonności czy objawów nerwicy”. Zwierzęta nie posiadają ego i tym samym już na starcie wygrały swoje życie, my natomiast musimy o nie dopiero zawalczyć. 

Prawda jest taka, że nie jestem mistrzynią w byciu tu i teraz, ale całkowite uwolnienie się spod dyktatury swojego umysłu jest niezwykle uzależniającą umiejętnością, dlatego nieustannie próbuję doskonalić się w tej sztuce. Właśnie wróciłam z urlopu i to było dla mnie niezwykle ciekawe doświadczenie, które skłoniło mnie do napisania tego tekstu. Ze względu na zachodzące zmiany w sposobie myślenia i postrzegania rzeczywistości, to był zupełnie inny wyjazd niż wszystkie inne do tej pory. Lepszy. Nie odliczałam dni do wyjazdu, chociaż na prawdziwym, tak długim urlopie byłam po raz pierwszy. Już dawno zrozumiałam, że przebieranie nogami ze zniecierpliwienia niczego nie przyspiesza i zdecydowanie zaburza korzystanie z chwili obecnej (pisałam o tym kiedyś tutaj). Na miejscu zupełnie nie interesowała mnie ani godzina, ani dzień tygodnia, ani wiadomości z Polski, ani wiadomości ze świata. Nic. Zero. Totalnie wyłączony umysł, a w zamian wyostrzone zmysły dzięki czemu mogłam w pełni delektować się miejscem, w którym jestem i cieszyć z towarzystwem bliskich mi osób. Doświadczanie absolutnie każdej chwili bez zastanawiania się ile wakacji już minęło, a ile jeszcze zostało. Bez żalu w dzień wyjazdu. Bez poczucia że wracam do tzw. szarej rzeczywistości. Bez wrażenia że coś trwało za krótko. Bez zwykle plączącej się w takich sytuacjach myśli, że wszystko co dobre szybko się kończy. Udało mi się całkowicie uwolnić głowę i tego typu myśli nawet w niej nie zakiełkowały. To co towarzyszyło mi przez cały pobyt, to niesamowita wdzięczność za to, że mogę tu być i tego wszystkiego doświadczać. Jakże cudowne i nowe było to dla mnie doświadczenie. Ku mojemu zdziwieniu nawet powrót do pracy okazał się całkowicie bezbolesny. Wróciłam do niej zupełnie tak, jakbym dzień wcześniej o godzinie 15 zamknęła za sobą drzwi.

Obciążeni licznymi troskami, do znudzenia rozpamiętujący przeszłość, na którą nie mamy żadnego wpływu i nieustannie zamartwiający się o przyszłość, która może nigdy nie nadejść, egzystujemy będąc przekonanym, że właśnie tak wygląda życie. Teraźniejszość przeżywamy zupełnie mechanicznie i bez świadomego udziału z pojawiającą się co jakiś czas nostalgiczną myślą „jak ten czas szybko leci….”. Czasem przyglądamy się dzieciom zazdroszcząc im ich beztroski, jednocześnie będąc przekonanym, że taki stan w dorosłym życiu to czysta utopia. Bo rachunki, bo kredyt, bo zdrowie, bo praca, bo rodzina i takich „bo” są tysiące, które nieustannie zaprzątają nasze głowy. Nasze ego bardzo mocno pilnuje abyśmy się z tego obłędu nigdy nie ocknęli, a rzeczywistość jest tak skonstruowana aby nasz umysł mógł generować i piętrzyć zmartwienia, od których jesteśmy wręcz uzależnieni. Kiedy człowiek uświadomi sobie jak bardzo zaplątany jest w pułapki swojego umysłu pojawia się pragnienie aby się uwolnić. Kiedy mu się to uda chociaż raz, zapragnie osiągać ten stan zdecydowanie częściej. Nie jest to łatwe, ale warte zachodu, bo tylko będąc tu i teraz, zapominając o czasie, który w przeciwieństwie do przeszłości i przyszłość teraźniejszości zdefiniować nie potrafi, można osiągnąć bezwarunkowe szczęście.

Dodaj komentarz