Kuchnia

Ptasie mleczko z nasion chia

Ptasie mleczko o smaku czekoladowym od Wedla było moją wielką miłością. To jedna z trzech słodkości, które kiedyś mogłam jeść zawsze i w każdej ilości. To co obecnie możemy kupić w sklepie ma niewiele wspólnego ze smakiem, który pamiętam z dzieciństwa, ale nie ubolewam nad tym jakoś szczególnie, bo tym samym słodycze praktycznie same wykluczyły się z mojej diety. Nie muszę toczyć wewnętrznej walki wybierając pomiędzy smakiem a zdrowiem, bo sklepowe słodycze po prostu przestały mi smakować.

Obecny smak ptasiego mleczka zabił moją miłość do niego, więc z tym większą radością przytuliłam do serca przepis od Haps na wegańskie ptasie mleczko (tutaj). Od razu uczciwie zaznaczam, że ma ono niewiele wspólnego z tym klasycznym, więc jeśli ktoś szuka zamiennika 1:1, to może być rozczarowany. Mimo to gorąco zachęcam do skorzystania z tego przepisu, bo jest pozbawiony wszystkich potencjalnie szkodliwych dla organizmu składników jak laktoza, kazeina i gluten. Poza tym smakuje i to bardzo, a to chyba najważniejsze :) Wegańskie ptasie mleczko jest łatwe w przygotowaniu, a przepis można łatwo modyfikować nadając mu różne odsłony. Podobnie jak w oryginalnym przepisie zapraszam Was na wariant z malinami przypominający w wyglądzie pitaję czyli smoczy owoc :)

Składniki:

Masa z nasionami chia:

  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 100 ml mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
  • 3 łyżki ksylitolu/syropu klonowego
  • 4 łyżki nasion chia
  • 2 łyżeczki agaru

Masa malinowa:

  • 250 g malin
  • 100 ml mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
  • 2 łyżki ksylitolu/syropu klonowego
  • 2 łyżeczki agaru

Wykonanie:

Maliny z mlekiem i słodziwem wkładamy do rondelka i blendujemy na gładki mus. Doprowadzamy do wrzenia i dodajemy agar, który musimy dokładnie wymieszać. Gotujemy na małym ogniu przez 5 minut aż do całkowitego rozpuszczenia agaru (jeśli zaniedbamy ten krok masa może nam nie stężeć). Po tym czasie zdejmujemy masę z ognia i kwadratową formę (u mnie 24 x 24 cm) wykładamy folią spożywczą. Połowę przygotowanej masy przekładamy do formy i wkładamy do lodówki.

Składniki masy z nasionami chia (z wyjątkiem agaru) umieszczamy w kolejnym rondelku i mieszając na małym ogniu doprowadzamy do wrzenia. Gdy masa się zagotuje dodajemy agar i gotujemy przez kolejne 5 minut (należy pamiętać o dokładnym rozpuszczeniu agaru). Lekko wystudzoną masę przelewamy do formy i wstawiamy do lodówki na co najmniej 20 minut.

W tym czasie pozostała część masy malinowej zapewne nam stężeje, dlatego przed jej ponownym zastosowaniem musimy znowu doprowadzić ją do wrzenia i krótko gotować aby dokładnie rozpuścić agar. Dopiero wtedy przelewamy ją na warstwę z nasionami chia i tak przygotowane ptasie mleczko wkładamy do lodówki na co najmniej 2 godziny.

Uwagi:

Praca z agarem jest sympatyczna, ponieważ bardzo szybko tężeje i omija nas całe to zamieszanie związane ze studzeniem i oczekiwaniem na związanie jak w przypadku żelatyny. Niestety z doświadczenia wiem, że początki stosowania go w kuchni bywają trudne :D Koniecznie trzeba pamiętać, że w przeciwieństwie do żelatyny agar musimy dodać do wrzątku i po dokładnym wymieszaniu gotować jeszcze kilka minut w celu jego dokładnego rozpuszczenia. Bez tego jakakolwiek przygotowana masa z jego udziałem nie będzie chciała nam stężeć. Jeśli chodzi o ilość agaru jaką trzeba zastosować, to niestety chyba nie ma uniwersalnego przelicznika, który można by wykorzystać w każdym przypadku. Wszystko zależy od tego do czego ma być użyty, więc albo musicie korzystać ze sprawdzonych przepisów albo trochę poeksperymentować samemu aby się z nim oswoić.

Jeśli spojrzycie na oryginalny przepis, to łatwo zauważycie, że moja propozycja nie różni się znacząco od oryginału. Użyłam mniej malin, ponieważ maliny w sezonie mroziłam po 250 g. Użyłam większej formy, ponieważ innej nie miałam. Użyłam mniej słodziwa, ponieważ przy zaproponowanej oryginalnie ilości ptasie mleczko byłoby dla mnie za słodkie. Przygotowując obie masy możecie śmiało je próbować i słodkość deseru dostosować do własnych preferencji.

Przepis jest na tyle wdzięczny, że można z nim sporo kombinować. Mnie kusi zrobienie wersji czekoladowej oraz wykorzystanie mango zamiast malin :)

Smacznego :)

Dodaj komentarz