Moim zdaniem

Niezorganizowana o organizacji

Prawda jest taka, że nie należę do najlepiej zorganizowanych osób. Jeśli mam być szczera, to jestem totalnie niezorganizowana. Co prawda jakoś odnajduję się w mojej niepoukładanej rzeczywistości (chyba lata praktyki odnajdowania się w chaosie zrobiły swoje), ale jestem jednak już całkiem duża i aby nie być zupełnie zagubioną w otaczającym mnie świecie, musiałam znaleźć sposób, aby jakoś funkcjonować w dorosłym życiu. Wpis ten nie prezentuje niczego odkrywczego. Nie zdradza też żadnych tajemniczych technik i metod wzorowej organizacji, ale opisane sposoby pozwalają jakoś sobie radzić.

Szczerze przyznaję, że wszystkie rzeczy które nie muszą być zrobione już teraz, z całą pewnością odłożę na później, bo przecież się nie spieszy, prawda? Wykonanie czegoś od A do Z bez zbędnych przerywników, odwracaczy uwagi i uporczywego szukania kontaktu wzrokowo-słuchowo-dotykowego z czymkolwiek co żyje i się rusza, jest dla mnie praktycznie niewykonalne. Dodatkowo moja pamięć płata mi figle – potrafię udać się do kuchni, a zaraz po przekroczeniu jej progu nie pamiętać w jakim celu moje nogi mnie tu przyniosły. Takie usposobienie jest co prawda źródłem wielu pokręconych i zabawnych sytuacji, ale potrafi też mocno utrudnić normalne funkcjonowanie. Jak sobie zatem radzę?

Pomimo moich wszystkich przypadłości nie najgorzej radzę sobie w pracy, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że wspięcie się przez te kilka godzin na mój organizacyjny szczyt całkowicie wyczerpuje moje zdolności w tym zakresie i poza nią jestem kompletnie ich pozbawiona. W pracy wykonywać moje obowiązki pomaga mi najzwyklejszy kalendarz. Bez notatek i adnotacji w czymś na tyle dużym i ciężkim, że nigdzie tego nie zapodzieję ani nie wyrzucę przez przypadek do kosza, po prostu bym zginęła. Dlaczego by zatem nie zacząć korzystać z kalendarza również w życiu prywatnym? Pomysł wydaje się dobry, ale w moim przypadku nie zdał egzaminu. Wyznaczanie poszczególnych zadań na konkretny dzień tygodnia narzuca pewnego rodzaju rygor, który mojej naturze kompletnie nie odpowiada i chyba tak naprawdę dlatego nie potrafiłam wielu zadaniom sprostać w wyznaczonym terminie. Poza tym sytuacja lubi się zmieniać, a skrupulatnie zaplanowany dzień ogranicza elastyczność działania (albo przynajmniej tak to sobie tłumaczę ;) ). Radzę sobie zatem w inny sposób.

Muszę notować aby o wielu rzeczach nie zapomnieć. Mój tata ma podobnie. Od zawsze robił notatki, a wraz z rozpoczęciem nowego roku w naszym domu pojawiały się różnego rodzaje kalendarze oraz notesy. I właśnie z tymi drugimi się zaprzyjaźniłam. Czyste strony bez godzin i dat nie czynią mi tego co robił kalendarz – nie narzucają konkretnego terminu realizacji. Każdy miesiąc ma swoje osobne kartki, na których zapisuję wszystkie te rzeczy, które muszę zrobić w najbliższych tygodniach. Dzięki temu bez wyrzutów sumienia szewca mogę odwiedzić w dowolnym czasie i niekoniecznie musi to być czwartek o godzinie 16.00, bo tak odnotowane było w kalendarzu. Jedyne co mnie ogranicza to kalendarzowy miesiąc (ale coś musi, ponieważ bez tego wiele spraw byłoby odkładanych w nieskończoność). Listę rzeczy do zrobienia na bieżąco weryfikuję i uzupełniam, a o zmianie statusu na „wykonane” informuje gwiazdka przy danym zadaniu. Dzięki temu wszystko robię na luzie, bez presji, bez poczucia że znowu czegoś nie zrobiłam na czas. Daje to niesamowity komfort działania dla kogoś tak niepoukładanego jak ja, a sam fakt spisania obowiązków do wykonania działa mobilizująco.

Notes to również miejsce na różne zapiski i uwagi. Dzięki niemu różne pomysły nie ulatują z mojej głowy, co szczególnie zaczęłam doceniać, od kiedy założyłam bloga. Co ciekawe jeśli coś już zapiszę, to z reguły o tym pamiętam bez konieczności zaglądania w notatki. Jednak chyba nie ma się czemu dziwić, ponieważ naukowcy już dawno udowodnili, że pisanie odręczne wspomaga pamięć, a ręcznie przygotowane zapiski są dużo efektywniejszym sposobem na zapamiętanie ich treści niż na przykład robienie notatek przy użyciu laptopa. W czasach mojej edukacji zawsze przygotowywałam notatki na sprawdzian czy egzamin, co pozwalało mi bardzo dużo zapamiętać, zanim jeszcze tak na prawdę do nauki usiadłam. Tym bardziej zaskoczyła mnie kiedyś informacja, że w Finlandii planują zwiększyć wśród dzieci nacisk na naukę pisania na komputerze kosztem nauki odręcznego pisania…

Zawsze staram się mieć przy sobie coś do notowania. Z szacunku dla swojego kręgosłupa tym razem zdecydowałam się na trochę mniejszy format notesu A6 (poniżej możecie zobaczyć te, które będę mi towarzyszyć w tym roku). W swojej organizacji wspomagam się także telefonem. Wszystkie zdarzenia, które posiadają konkretną datę i godzinę zapisuję w nim jako przypomnienie – bez tego ani rusz. Przy całym moim niezorganizowaniu mam to szczęście, że przez życie kroczę u boku super zorganizowanej osoby. Moja niepoukładana natura jest dla Niego niesamowicie irytująca, ale jestem niesamowicie wdzięczna, że dodatkowo czuwa abym zupełnie nie zaginęła w otaczającej rzeczywistości.

Dodaj komentarz