Zdrowie

Mleko – pić czy nie pić? Oto jest pytanie…

Mało kto się nad tym zastanawia i pewnie dlatego nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale jesteśmy jedynymi ssakami, które piją mleko w dorosłym życiu i to w dodatku pochodzące od innych gatunków. Co ciekawe nasza zdolność skutecznego trawienia mleka przemija około 3-4 roku życia. Pomimo tego, że matka natura skonstruowała nas tak, że nie jesteśmy jakoś specjalnie predysponowani do spożywania nabiału, to ilość produktów mlecznych którą zjadamy jest ogromna. Z drugiej strony nabiał to doskonałe źródło białka oraz składników mineralnych, więc jego spożycie wydaje się być jak najbardziej uzasadnione. Zatem obecność mleka w diecie bardziej pomaga czy też szkodzi?

Laktoza

Laktoza zdążyła obić się o uszy już chyba każdemu. Na sklepowych półkach znajduje się coraz więcej produktów pozbawionych laktozy, a w TV coraz częściej można natknąć się na reklamy preparatów pomagających ją trawić. Ale o co tak dokładnie chodzi? Laktoza to cukier znajdujący się w mleku, który do właściwego trawienia potrzebuje enzymu zwanego laktazą. Co prawda przypadki kiedy występuje całkowity brak aktywności laktazy są rzadkie, jednak z wiekiem zdolność do jej wytwarzania przez nasz organizm spada i tutaj powoli zaczynają się problemy, bo jeśli coś nie może zostać prawidłowo strawione, to będzie działało drażniąco na nasz układ trawienny. Podrażniony układ trawienny to w dalszej perspektywie nieszczelne jelita, które… I tu by można pisać bardzo dużo i bardzo długo, ale ograniczę się tylko do stwierdzenia, że zdrowie całego organizmu zaczyna się w jelitach (i mam głęboką nadzieję, że konwencjonalna medycyna kiedyś przestanie bagatelizować ten fakt). Wracając do tematu, to nasz sposób odżywiania z wszechobecnym krowim nabiałem w diecie podobno już wpłynął na ewolucję naszej zdolności trawienia mleka i podobno w dorosłym życiu radzimy sobie z nim znacznie lepiej niż początkowo wymyśliła to sobie matka natura – tak twierdzą zagorzali obrońcy nabiału. Niestety fakt jest taki, że problemy z trawieniem laktozy dotyczą ok. 1/3 ludzi w Polsce i liczba osób dotkniętych nietolerancją cały czas wzrasta. Chociaż to krowie mleko jest najbardziej problematyczne (o czym później), to zaznaczyć trzeba, że laktoza występuje w mleku wszystkich ssaków. No dobra, skoro laktoza jest potencjalnie szkodliwa, to spożywanie produktów bez laktozy lub łykanie enzymów trawiennych powinno rozwiązać problem z nabiałem, prawda? Niestety niekoniecznie.

Kazeina

Mleko, zwłaszcza krowie, ma w sobie dużo bardziej problematyczny składnik niż laktoza. Kazeina, bo o niej mowa, to białko mleczne, które jest podstawowym budulcem kości, ale także rogów i kopyt (których my, jak zapewne wszyscy wiedzą, nie mamy). Jest to ceniony składnik przez sportowców, a także przez osoby redukujące tkankę tłuszczową, ponieważ kazeina daje uczucie sytości, zwiększa wydatkowanie energii oraz wspomaga budowę masy mięśniowej. Gdzie zatem tkwi problem? Kazeina znajduje się w ścisłej czołówce składników powodujących stany zapalne w naszym organizmie, które co chyba jasne, są mocno niepożądane jeśli chcemy cieszyć się dobrym zdrowiem (przewlekłe stany zapalne są przyczyną większości chorób). Dlaczego tak się dzieje? Trawienie kazeiny jest długotrwałe i dosyć problematyczne dla człowieka. Dodatkowo w trakcie trwania tego procesu powstaje homocysteina, której podwyższony poziom jest niebezpieczny dla organizmu (prowadzi m.in. do sztywnienia tkanek miękkich takich jak naczynia krwionośne). Kolejnym problemem jest fakt, że białka mleka krowiego są jednym z najczęstszych alergenów zarówno u dzieci jak i u dorosłych, a aż 70-80% z nich stanowią właśnie białka kazeinowe (należy pamiętać, że nietolerancja laktozy, to coś zupełnie innego niż alergia na mleko). Oprócz wspomnianej trudności w ich trawieniu oraz wysoce prawdopodobnej reakcji uczuleniowej jest jeszcze jeden zasadniczy, dość prozaiczny problem. Krowie mleko przeznaczone jest dla cielaków, które w przyszłości mają wyrosnąć na duże krowy i których tempo rozwoju jest dużo szybsze niż w przypadku człowieka. Skład mleka, którym są karmione młode, przystosowany jest właśnie do tego celu i z tego względu stężenie białka w krowim mleku jest dla człowieka zdecydowanie za duże – jest go aż trzykrotnie więcej niż w przypadku mleka wytwarzanego przez kobiety.

Produkcja mleka i nabiału

Oczywiście zaraz mogą podnieść się głosy, że przecież zwierzęce mleko towarzyszy człowiekowi prawie od samego początku i kiedyś nikt nie dostrzegał problemu w jego spożywaniu. Co więcej laktoza i kazeina nie pojawiły się nagle i stanowią jego składniki od zawsze. Co zatem się zmieniło? Odpowiedzią jest produkcja przemysłowa na ogromną skalę, która sprawiła, że mleko z produktu i tak sprawiającego pewien problem ludzkiemu organizmowi stało się wręcz szkodliwe. Problem zaczyna się już na etapie hodowli krów, które są bardziej użytkowane niż hodowane. Aby krowy mogły wytwarzać mleko muszą mieć młode – to chyba jasne. W celu maksymalizacji wydajności krowy zapładniane są sztucznie, a aby zwiększyć szansę poczęcia często podawane im są hormony. Młode odbiera im się zazwyczaj już pierwszego dnia, a po ok. 3 miesiącach dochodzi do kolejnego zapłodnienia i tak jeśli dobrze pójdzie 4-5 razy. Po tym czasie krowy trafiają do ubojni, jednak nie nadają się do wykorzystania w branży masarskiej. Zwierzęta te są wychudzone (co jest wręcz pożądane przez hodowców, ponieważ oznacza to, że energia która byłaby normalnie wykorzystana na budowę masy mięśniowej została skoncentrowana na produkcji mleka), a ich mięso wykorzystywane jest co najwyżej na karmę dla psów i kotów. W przemysłowych gospodarstwach krowy nie chodzą po pastwisku, nie oglądają błękitnego nieba, nie grzeją się w promieniach słońca. Stoją całe swoje krótkie życie w oborach karmione paszą, w której jest więcej chemii niż naturalnych składników, aby dawać jak najwięcej mleka. Jak widzicie ma to niewiele wspólnego z tym, jak kiedyś pozyskiwało się mleko. Wszystko sprowadza się do wypracowania jak największego zysku, a jeśli ma być on odpowiednio wysoki, to właśnie tak wygląda najbardziej optymalny schemat hodowlany. Na tym jednak nie koniec. Kolejnym etapem są koncerny mleczarskie, do których trafia mleko. Tam producenci poddają je różnym procesom, aby wytrzymało trudy transportu i przechowywania. Produkcja przetworów mlecznych jak i samego mleka trafiającego do kartonów w głównej mierze opiera się na pasteryzacji lub sterylizacji (UHT). Procesy te polegają na obróbce cieplnej, która ma oczyścić mleko z potencjalnych nieczystości czy bakterii, które mogły pojawić się przy udoju lub w transporcie oraz zapobiec jego zakwaszaniu. Niestety w procesach tych oprócz złych bakterii giną również te dobre, niszczone są wartościowe enzymy, które docelowo mają ułatwiać przyswajalność mleka, a struktura białek ulega zmianie i stają się one wręcz niebezpieczne dla naszego organizmu. Jest jeszcze proces homogenizacji, który z kolei wpływa na strukturę tłuszczy, rozdrabniając je do tego stopnia, że trafiają od razu do krwioobiegu z pominięciem procesu trawienia. Tak przygotowane mleko służy do wyrobu serów czy jogurtów, do których dodatkowo często trafiają różne barwniki, zagęstniki czy spulchniacze i te produkty mają naprawdę niewiele wspólnego z naturalnym mlekiem.

Jaki nabiał i w jakich ilościach

Co ma zrobić człowiek, wiedząc że przemysłowa produkcja szkodzi, ale mleko od zaprzyjaźnionego rolnika, nie rozwiązuje problemu, bo zawarta w nim laktoza i kazeina mogą być również szkodliwe? Czy jest jakikolwiek sposób na bezpieczną obecność nabiału w diecie? Jeśli całkowite wykluczenie mleka i jego pochodnych nie wchodzi w grę, jest kilka sposobów które pozwolą nieco zminimalizować negatywne skutki jego spożycia. Po pierwsze ilość. Trzeba zacząć od tego, że podobnie jak mięsa, jemy stanowczo za dużo nabiału i ograniczenie jego ilości, to zawsze będzie dobry pomysł. Biorąc pod uwagę jak wygląda przemysłowa hodowla i produkcja, produkty BIO są najlepszą opcją. Powinniśmy sięgać tylko po fermentowane wyroby jak jogurt naturalny czy kefir i najlepiej jeśli będą to produkty z mleka koziego. Zawiera ono mniej laktozy niż jego krowi odpowiednik i niewielkie ilości kazeiny, co sprawia że jest zdecydowanie łatwiej tolerowane i przyswajane przez człowieka. Jeśli chodzi zaś o krowi nabiał, to bezpiecznie możemy sięgać po masło klarowane, które jako czysty tłuszcz mleczny pozbawione jest zarówno laktozy jak i kazeiny.

Kiedy zrezygnować z nabiału

Nabiał jest mocno zakorzeniony w naszej diecie i rezygnacja z niego dla zdecydowanej większości jest w ogóle czymś trudnym do wyobrażenia. Mleko szkodzi i nawet jeśli zdajemy sobie z tego sprawę, to wolimy smacznie zjeść niż z niego zrezygnować. Bagatelizujemy na przykład wzdęcia, biegunki czy wypryski, bo to przecież nic wielkiego i zaraz minie. Tylko że to nic wielkiego jest wyraźnym sygnałem, że nasz układ trawienny sobie nie radzi i zapewne nie od razu, ale dużo poważniejsze konsekwencje pojawią się na pewno. Nawet jeśli nie odczuwamy na bieżąco szkodliwości poszczególnych składników, to często wykluczenie z diety danego produktu, w tym wypadku nabiału, pozwala zauważyć jak negatywny miał na nas wpływ. To czy mleko będzie obecne w naszej diecie czy też nie, to jak ze wszystkim kwestia indywidualnego podejścia, jednak jest szereg sytuacji, w których zachęcam aby z nabiału zrezygnować czasowo lub całkowicie. Jest prosta zasada – organizm walczący ze stanem chorobowym powinien móc skierować jak największą ilość swojej mocy na front walki, a dostarczanie mu dodatkowo obciążających składników niestety mu to uniemożliwi. Nastąpi podział energii pomiędzy walką z chorobą, a skomplikowanym trawieniem i neutralizacją szkodliwych substancji. W takiej sytuacji trudno aby którykolwiek z procesów mógł przebiegać prawidłowo. W przypadku przejściowych stanów chorobowych, jak wszelkiego rodzaju infekcje bakteryjne i wirusowe, powinniśmy wykluczyć nabiał przynajmniej na czas rekonwalescencji. Eliminacja nabiału z diety w przypadku problemów z układem oddechowym, to również dobry pomysł. Wszystkie problemy z układem trawiennym od żołądka aż po jelita powinny nas skłonić do rezygnacji z nabiału. Bezwzględnie powinien być on wykluczony w przypadku wszystkich chorób autoimmunologicznych. Zachęcam również do całkowitej rezygnacji w przypadku wszystkich przewlekłych schorzeń jak na przykład migreny, reumatoidalne zapalenie stawów czy nowotwory. (w niektórych schorzeniach, na pewnym etapie leczenia fermentowane produkty z mleka koziego mogą okazać się pomocne ze względu na zawarte w nich żywe kultury bakterii).

Świadomie nie poruszam kwestii czym zastąpić nabiał w diecie, ponieważ nie chcę dodatkowo rozbudowywać dzisiejszego wpisu, ani traktować tego zagadnienia po łebkach. W związku z tym, że krowiego nabiału (podobnie jak i kilku innych produktów i składników) nie ma w mojej diecie już od dłuższego czasu, na pewno pojawi się osobny wpis jak ugryźć ten temat bez szkody dla własnego zdrowia. Na koniec jeszcze raz mocno zachęcam do tego, aby chociaż ograniczyć spożycie nabiału.

Dodaj komentarz