Zdrowie

Jak łatwo sobie pomóc w przypadku użądlenia

Lato w pełni, a wraz z nim dużo więcej czasu spędzamy na zewnątrz i tym samym jesteśmy bardziej narażeni na ukąszenia czy użądlenia różnych owadów. Pogryzienie przez komary w naszym klimacie jest bardziej upierdliwe niż groźne, ale już w przypadku pszczół lub os sprawa może okazać się dość niebezpieczna. Zawsze byłam tolerancyjna dla tych pasiastych stworzeń i nie rozumiałam panicznych reakcji na ich widok, jednak po niedawnej przygodzie jest we mnie zdecydowanie więcej zrozumienia dla strachu jaki mogą wywoływać.

Lęk w przypadku osób uczulonych jest jak najbardziej zrozumiały, ale mając w dzieciństwie kilka niegroźnych przygód z tymi owadami, nigdy nie zaliczałam siebie do tej grupy i bliskość os czy pszczół nie budziła we mnie większych obaw. Niestety na niedawnym wyjeździe będąc na plaży zostałam użądlona przez osę. W dodatku dwukrotnie, w odstępie kilku sekund i prawie w tym samym miejscu. Skąd mam pewność, że to była osa? Ponieważ pszczoły nie potrafią żądlić kilkukrotnie, a przygoda z ich żądłem nie jest aż tak bardzo bolesna jak w przypadku os, a przyznaję, że bolało bardzo i piszę to jako osoba posiadająca wysoki próg odczuwania bólu. W ciągu kilkunastu sekund pojawiło się zaczerwienie i silny obrzęk. Użądlona zostałam w dłoń i wraz z upływem kolejnych minut zaczęło pojawiać się drętwienie całej ręki i utrata w niej czucia. Następne były zawroty głowy i lekka duszność, ale wtedy byłam już w naszym apartamencie gdzie czekał na mnie ratunek.

Jeszcze na plaży kiedy pierwszy ból nieco zelżał, zaczęłam się zastanawiać jak mogę sobie pomóc i wtedy przypomniałam sobie historię człowieka ukąszonego przez jadowitego pająka i dożylnych wlewów z witaminy C (a dokładnie z askorbinianu sodu, bo tylko on może być podawany dożylnie) jakie w jego przypadku natychmiast zastosowano. Mężczyznę uratowano, a ja pognałam do apartamentu gdzie czekał na mnie kwas askorbinowy, który zawsze towarzyszy mi na wszystkich wyjazdach. Dlaczego witamina C w takich okolicznościach okazuje się pomocna? Ponieważ w przypadku „wstrząsu” jakim jest przedostanie się jadu do organizmu, ilość witaminy C spada do poziomu praktycznie niewykrywalnego. W sytuacjach w których organizm musi się odtruć (np. ukąszenia, zatrucia naturalnymi i chemicznymi substancjami, antybiotyki i cała masa innych leków zawierających toksyczne komponenty), ale także w przypadkach intensywnej regeneracji (w wyniku infekcji, złamania, interwencji chirurgicznej, silnego stresu, stanów zapalnych itp.) witamina C ulega praktycznie unicestwieniu i jest wręcz koniecznym aby organizm nią wysycić mając na uwadze, że konsekwencją długotrwałych niedoborów witaminy C jest wstępna faza szkorbutu oraz początki choroby sercowo-naczyniowej.

No dobra, ale o co dokładnie chodzi z tym wysyceniem? Wysycenie to wprowadzenie do ciała takiej ilości w tym przypadku witaminy C, którą nasz organizm może wchłonąć. W sytuacjach, o których wspomniałam powyżej uzupełnienie witaminy C do normalnego poziomu jest zdecydowanie niewystarczające, ponieważ organizm potrzebuje jej zdecydowanie więcej i normalne dawki w niczym nam nie pomogą. Te normalne dawki, czyli zapotrzebowanie na poziomie ok. 90 mg na dzień są tak dramatycznie niskie, że nie wiem kogo i przed czym miałyby uchronić. Ignorowanie roli witaminy C w naszym organizmie przez lekarzy i instytucje, które tego typu normy ustalają wciąż jest dla mnie zadziwiające. W przypadku drastycznego spadku poziomu witaminy C konieczne jest przeprowadzenie procesu tzw. kalibracji, czyli właśnie wysycenie nią organizmu przez regularne podawanie kilku gramowych dawek aż do wystąpienia progu jelitowego, czyli wyraźnego tzw. przelewania się w jelitach lub biegunki. W związku z tym że ilość witaminy C bardzo szybko spada (dochodzi do tzw. pół-rozpadu), zaleca się aby w celu utrzymania jej odpowiednio wysokiego poziomu odstęp pomiędzy kolejnymi dawkami wynosił ok. 30 min. Im poważniejsza dolegliwość tym nasze zapotrzebowanie na witaminę C wzrasta, a wraz z nim tolerancja naszego organizmu na jej wysoką dawkę. Skuteczność witaminy C w walce ze źródłem choroby jest największa tuż przed wystąpieniem progu jelitowego, a gdy już się on pojawi należy zaprzestać dawkowanie, ponieważ organizm i tak już nie jest wstanie więcej wchłonąć (mała uwaga: w przypadku zmęczonych nadnerczy nasycenie organizmu witaminą C może okazać się niemożliwe i próg jelitowy nie wystąpi). . Potem przyjmujemy witaminę już tylko w niewielkich dawkach na podtrzymanie.

Nie wiem czy stałam się osobą uczuloną czy po prostu upał i podwójna dawka jadu zrobiła swoje, ale wiem że witamina C mi pomogła. Jednorazowo zażyłam ok. 12 gramów i objawy minęły po około 15 minutach. Obrzęk zmniejszył się prawie do zera i przypuszczam, że gdybym przeprowadziła pełną kalibrację, po kilku godzinach nie byłoby śladu po użądleniach. Niestety na dzień następny mieliśmy zaplanowany całodniowy wyjazd i doprowadzenie organizmu do progu jelitowego było dość ryzykowne. W konsekwencji opuchlizna i bolesność wróciły i męczyłam się z nimi całą noc i następny wyjazdowy dzień. Już w drodze powrotnej zabrałam się za pierwsze dawki kwasu askorbinowego, którego tamtego wieczoru zażyłam około 25 gramów. Objawy całkowicie ustąpiły. Co ciekawe ta ilość nie spowodowała u mnie żadnych jelitowych konsekwencji, co tylko pokazuje jak w zależności od okoliczności zapotrzebowanie naszego organizmu na witaminę C potrafi diametralnie wzrosnąć. Dodam, że kwas askorbinowy w ilości około 3 gramów zażywam prawie codziennie z powodzeniem już od kilku lat, a w razie konieczności stosuję kalibrację, która zawsze błyskawicznie stawia mnie na nogi skracając okres trwania choroby lub w ogóle do jej rozwoju nie dopuszczając. Pełną kalibrację przeprowadzałam chyba trzykrotnie i najwięcej udało mi się przyjąć ok. 40 gramów w ciągu doby.

Dla kompletnie niezaznajomionych z dobrodziejstwami tej witaminy chciałabym wyjaśnić kilka podstawowych kwestii. Kwas askorbinowy jest całkowicie syntetyczny i chociaż ma dokładnie ten sam wzór chemiczny (C6H8O6), nie jest witaminą C w pełni tego słowa znaczeniu. W bardzo dużym uproszczeniu witamina C to naturalny kwas askorbinowy w towarzystwie bioflawonoidów. Stosując zatem duże dawki kwasu askorbinowego aby podkręcić jego działanie warto robić to w towarzystwie owoców bogatych w naturalną witaminę C, np. ze świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy. Kwas askorbinowy jest bezpieczny i w razie konieczności łatwo przeprowadzić nim kalibrację, jednak zawsze należy zachować środki ostrożności. Należy pamiętać, że kwas askorbinowy to jednak kwas, dlatego może mieć negatywny wpływ na szkliwo (tak jak kwasy zawarte w owocach, np. w cytrusach) i śluzówkę jamy ustnej, dlatego warto korzystać ze słomki i/lub po zażyciu przepłukiwać jamę ustną wodą zwłaszcza przy stosowaniu dużych dawek. Dla osób z wrażliwym żołądkiem może okazać się zbyt agresywny, dlatego w takich przypadkach można skorzystać z askorbinianu sodu (1 gram askorbinianu sodu zawiera 889 mg kwasu askorbinowego i 111 mg sodu) pod warunkiem, że nie ma żadnych przeciwwskazań dotyczących spożycia sodu. Witamina C rozrzedza krew, dlatego w większych dawkach nie jest wskazana w ciąży oraz przy skłonnościach do wysokiego żelaza. Naturalna witamina C jest kłopotliwa do pozyskania i w konsekwencji jest dużo droższa niż kwas askorbinowy. Witamina C oraz wszystkie produkty farmakologiczne w nią wzbogacone dostępne w aptekach zawierają właśnie jej syntetyczną wersję. Producenci rzekomo naturalnych preparatów na przykład z aceroli, która jest najbogatszym naturalnym źródłem witaminy C, często wprowadzają konsumentów w błąd. Miałam w ręku opakowanie tabletek z wyciągiem z aceroli, które zawierały tylko 20% naturalnej witaminy C, a pozostałe 80% to był kwas askorbinowy, dlatego chcąc korzystać tylko z jej naturalnej formy czytajcie dokładnie etykiety i nie dajcie się oszukiwać. Syntetyczny kwas askorbinowy stosowany jest również na szeroką skalę w przemyśle spożywczym jako konserwant.

O witaminie C zostało napisane już naprawdę wiele i to przez osoby dużo mądrzejsze i bardziej kompetentne ode mnie, dlatego nie wiem czy kiedykolwiek pokuszę o osobny tekst na jej temat. Przy okazji przygody z użądleniem poruszyłam tylko podstawowe kwestie z nią związane, ale jeśli nie interesowaliście się wcześniej tym zagadnieniem, to gorąco zachęcam do poszerzenia wiedzy w tym zakresie (np. wyniki badań takich osób jak dr Cathcart, prof. Pauling, dr Levy czy dr Saul), ponieważ działanie witaminy C jest wręcz genialne. Oczywiście możecie wszystko skonsultować z lekarzem, ale przypuszczam, że w większości przypadków spotkacie się dezaprobatą, bo przecież wszystko czego nie można zapisać na recepcie to samo zło ;)

Pragnę zaznaczyć, że tak jak środowisko medyczne uznaje wiarygodność wyników badań naukowych wybiórczo, tak ja w odniesieniu do swojego ciała daję sobie prawo do wyboru, którym doniesieniom naukowym daję wiarę (więcej na ten temat napisałam tutaj). Nie jestem lekarzem, a wpis powstał na podstawie informacji subiektywnie uznawanych przez mnie za słuszne oraz osobistych doświadczeń. W świetle obowiązującego prawa informacje zawarte w tekście nie mogą zastąpić opinii przedstawiciela środowiska medycznego, dlatego przed podjęciem decyzji o wprowadzeniu w życie opisanych metod zachęcam do konsultacji z lekarzem.  

Dodaj komentarz