Miejsca

Eilat – izraelski kurort nad Morzem Czerwonym

Szaruga późnej jesieni czy zimowe mrozy często sprawiają, że wielu z nas wraca wspomnieniami do lata pełnego słońca… Pojawia się myśl: a może by tak wyrwać się chociaż na kilka dni i przenieść w jakieś bardziej egzotyczne miejsce? Do wyboru mamy kilka możliwości. Jedną z nich jest coraz bardziej popularny Eilat nad Morzem Czerwonym. Piaszczyste, szerokie plaże z iskrzącymi się w słońcu drobinkami piasku, morze o lazurowym odcieniu, rajskie krajobrazy… Tego wszystkiego w Eilacie nie znajdziecie. Nie znajdziecie tam również śladów historii, zabytków i wyjątkowej architektury, ale bez wątpienia jest to miasto, które warto odwiedzić. A jeśli szukacie miejsca na krótki wypoczynek, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, to to izraelskie miasto nadaje się do tego idealnie.

Charakterystyka miasta

Pięknych plaż nie ma, ponieważ linia brzegowa Izraela nad Morzem Czerwonym ma zaledwie 12 km długości. Ten krótki odcinek rozciągający się między Egiptem a Jordanią z geograficznego punktu widzenia jest bardzo istotny dla tego kraju, a Eilat jest nie tylko miastem turystycznym, ale także (a może przede wszystkim?) międzynarodowym portem morskim. I to widać. Wypoczywając na plaży nie sposób nie zauważyć portowej infrastruktury i statków towarowych. Poza tym nie zapominajmy, że leży na pustyni i gdyby nie licznie nasadzone palmy krajobraz byłby naprawdę surowy. Eilat jest młodym miastem, więc próżno szukać tam pomników historii czy zabytkowej architektury. Znajdziemy tam za to hotele. Dużo hoteli. I wielu turystów.

Pogoda

Południowy Izrael to ta część świata w której cały rok panują wysokie temperatury, a Eilat to najbardziej słoneczne miasto tego kraju. Zimowe miesiące są idealne na odwiedzenie Eilatu, ponieważ pozwalają uniknąć największego turystycznego oblężenia. Najzimniejszy jest styczeń z temperaturami 18-20 stopni, ale podczas naszego pobytu trafiliśmy na 22-24 stopnie, więc było bardzo przyjemnie. Jeśli zależy Wam na wyższych temperaturach, to zdecydowanie bezpieczniejszym miesiącem będzie grudzień, kiedy temperatury dochodzą czasami nawet do 30 stopni, a także luty. Styczeń to taka końcówka naszego lata z ciepłymi dniami i chłodnymi wieczorami.  Co ciekawe o tej porze roku ciepło jest tylko zagranicznym turystom, którzy w szortach i t-shirtach przemierzają miasto między poubieranymi w kurtki i często obuwie zimowe mieszkańcami miasta. Na stoiskach obok słomkowych kapeluszy dla turystów wiszą wełniane czapki dla miejscowych. Temperatura Morza Czerwonego o tej porze roku kształtuje się w zakresie 20-21 stopni – dla nas wystarczająco aby cieszyć się morskimi kąpielami.

Transport

Aby dostać się do Eilatu trzeba skorzystać z lotniska w oddalonej od niego o około 60 km Ovdzie. Stojący na środku pustyni blaszak to pozostałość po bazie wojskowej i chociaż z żadnej strony nie przypomina międzynarodowego portu lotniczego, to nim rzeczywiście jest.

Przed wylotem wiele naczytałam się na temat uciążliwych odpraw paszportowych w Izraelu. Nic kłopotliwego nas nie spotkało, natomiast musicie przygotować się na standardowy zestaw pytań: na jak długo i z kim przylecieliście, w jakim celu, gdzie będziecie nocować i czy planujecie w tym czasie przekroczyć granice Izraela (ze względu na bliskość wspomnianego już Egiptu i Jordanii i niezbyt przyjazne stosunki z tymi krajami pytanie raczej nie dziwi). Jeśli nie macie w swoich paszportach pieczątek z krajów muzułmańskich nic bardziej kłopotliwego nie powinno Was spotkać przy przylocie do tego kraju. Wylot może wiązać się z pytaniami o przebieg Waszego pobytu. W naszym przypadku byliśmy dodatkowo wypytywani o łączące nas relacje. Nie musicie się również obawiać o niewygodne pieczątki w Waszych paszportach, ponieważ wizy wydają na osobnych blankietach. Co ciekawe w samym centrum Eilatu również znajduje się lotnisko, ale ze względu na krótki pas startowy obsługuje w głównej mierze loty krajowe. Lądujące na nim samoloty co jakiś czas przelatują nad głowami turystów odpoczywających na głównej plaży.

Aby dostać się z Ovdy do Eilatu możemy skorzystać z autobusów firmy Eddge (linia nr 282, której rozkład jest zsynchronizowany z przylotami i odlotami). Zachęcam do rezerwacji i opłaty biletów autobusowych jeszcze w Polsce (tutaj), ponieważ na miejscu płatności możemy dokonać tylko w lokalnej walucie. Na lotnisku znajdziecie biletomat gdzie pobierzecie wcześniej zarezerwowane bilety (przy rezerwacji napotkał nas mały problem techniczny – nie dostaliśmy żadnego potwierdzenie jej dokonania, ale na szczęście zrobiliśmy zdjęcie wygenerowanego na monitorze podsumowania rezerwacji i tylko dzięki temu znaliśmy jej numer, który jest niezbędny do wydrukowania na miejscu biletów). Pierwszym przystankiem jest dworzec autobusowy w Eilacie, na którym wysiadaliśmy. Autobus jedzie dalej w kierunku granicy z Egiptem zatrzymując się jeszcze w kilku miejscach po drodze, więc warto sprawdzić który przystanek będzie najbardziej odpowiedni ze względu na lokalizację hotelu. W drodze powrotnej autobus z dworca odjechał ponad 20 minut przed czasem wynikającym z rozkładu. Być może podstawiony byłby następny, ale aby nie kusić losu warto pojawić się wcześniej. Cena biletu na naszej trasie w jedną stronę wynosi ok. 22 zł od osoby.

Na miejscu można korzystać z miejskich autobusów lub licznie krążących po mieście taksówek, których ceny w porównaniu do ogólnie wysokich cen w Izraelu nie wyglądają najgorzej (zwłaszcza jeśli podróżuje się w cztery osoby). Jeśli planujecie udać się poza granice miasta wynajęcie samochodu będzie najlepszą opcją.

Atrakcje

Eilat to typowy nadmorski kurort. Oprócz charakterystycznego dla takich miejsc bulwaru tętniącego życiem prawie przez całą dobę, ma całkiem sporo atrakcji do zaoferowania i jeśli ktoś szuka czegoś więcej niż tylko odpoczynku, bez problemu znajdzie tam coś dla siebie.

Ze względu na położenie nad Morzem Czerwonym jest to świetne miejsce do nurkowania. Znajdziecie tam co najmniej kilka punktów oferujących kursy oraz wynajem sprzętu do nurkowania. Są tam też świetne warunki do snorkelingu. Na plażach położonych bliżej Egiptu rafy koralowe są na tyle blisko brzegu, że każdy wyposażony w maskę i rurkę może je podziwiać bez konieczności schodzenia pod wodę. Jest to też świetne miejsce do windsurfingu oraz kitesurfingu.

Jeśli chodzi o nurkowanie, to w Eilacie jest jedno wyjątkowe miejsce i jeśli o mnie chodzi, to cały pobyt mogłabym spędzić właśnie tam. Dolphin Reef, bo o nim mowa, to unikatowe miejsca na skalę światową, które daje nam możliwość obcowania z delfinami w ich naturalnym środowisku. Nie znajdziecie tam betonowych basenów oraz pokazów tresowanych zwierząt – na szczęście. Kontakt z tymi pięknymi zwierzętami odbywa się na ich warunkach. Można je podziwiać z dryfującego pomostu lub zdecydować się na snorkeling lub nurkowanie.

Wcześniejsze doświadczenie w tym zakresie nie jest potrzebne, ponieważ wszystko odbywa się pod czujnym okiem instruktorów (wszystkie niezbędne szczegóły znajdziecie na ich stronie). Jeśli chodzi o kontakt z delfinami, to jesteśmy zdani na ich dobrą wolę. Jeśli będą miały ochotę to podpłyną, a jeśli nie – to możemy nie zobaczyć ich prawie wcale. Każdy komu marzy się ich dotykanie będzie rozczarowany. Delfiny podpływają tylko do opiekunów, których znają i do których są przyzwyczajone, ale nawet o tym decydują same. Zwierzęta nie są do niczego zmuszane.

Jeśli zdecydujecie się na nurkowanie (gorąco polecam!), to możecie dodatkowo wykupić film z Waszego zejścia pod wodę lub zdjęcia. Same zdjęcia według mnie cenowo są nieopłacalne, ponieważ w pierwszej opcji otrzymujecie na maila ponad dwuminutowy film wraz z kompletem zdjęć oraz pamiątkowe zdjęcie w wersji papierowej. Koszt nurkowania to ok. 340 zł, film ok. 150 zł.

Dolphin Reef to chyba najbardziej egzotyczne miejsce w Eilacie, któremu nadano charakter tropikalnej wyspy pełnej zieleni i zwierząt. Oprócz atrakcji związanych z delfinami można tam wypocząć na plaży i dobrze zjeść. Wstęp to koszt ok. 60 zł. Cena za snorkeling lub nurkowanie obejmuje koszty wstępu, a jeśli planujecie z nich skorzystać, to zachęcam do zrobienia wcześniejszej rezerwacji za pośrednictwem ich strony.

W Eilacie znajduje się podwodne obserwatorium, dzięki któremu możemy podziwiać rafę koralową wraz z tętniącym na niej życiem. Główną atrakcją tego miejsca są chyba rekiny i ich karmienie, które odbywa się codziennie o określonej godzinie. Zdecydowanie punkt obowiązkowy do zobaczenia jeśli podróżujecie z dziećmi. Dzięki temu że miałam okazję oglądać rafę podczas nurkowania z delfinami, miejsce to przestało być punktem obowiązkowym do odwiedzenia na naszej liście – zdecydowanie bardziej wolałam więcej czasu spędzić w Dolphin Reef. Cena wstępu to ok. 110 zł.

Eilat to pustynia Nagew, na którą warto się wybrać wypożyczając samochód. Znajdziecie tam Czerwony Kanion, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie… na zdjęciach, bo niestety nie udało nam się tam dotrzeć, ale wiem, że jeśli kiedykolwiek ponownie odwiedzimy południe Izraela, to wybierzemy się tam w pierwszej kolejności. Tym razem pustynię oglądaliśmy tylko z okien autobusu w drodze powrotnej na lotnisko.

Jedzenie

Jak przy każdym wyjeździe towarzyszyły mi obawy, że moje nietolerancje pokarmowe dadzą mi popalić. Kuchnia izraelska jest niesamowicie smaczna i ku mojemu zaskoczeniu nie wyrządziła mi żadnej krzywdy. Nawet konfrontacje z ulicznym jedzeniem przeszłam bez najmniejszych dolegliwości, co w Polsce jest praktycznie niewykonalne… Falafele, szoarmy i przede wszystkim genialne humusy, którymi zajadaliśmy się codziennie. Coś pysznego.

Jak już wspominałam ceny w Izraelu do niskich nie należą i w przypadku jedzenia jest to szczególnie widoczne. Jeśli chodzi o posiłki obiadowe cena ok. 40-60 zł za osobę to minimum jakie trzeba zapłacić. Humusy to wydatek rzędu ok 8-14 zł za opakowanie. Piwo 0,5 l to ok. 7-8 zł w markecie i ok. 10 zł w sklepach przy głównej plaży. Klimat Izraela sprawia, że świeże i przede wszystkim smaczne warzywa i owoce są dostępne tutaj praktycznie cały rok.

Miła odskocznia od tych z importu o dyskusyjnym smaku sprzedawanych aktualnie u nas. Jeśli chodzi o owoce, to znakiem rozpoznawczym Izraela są moje ukochane granaty. Spacerując po Eilacie co rusz można natknąć się na stoiska oferujące świeżo wyciśnięte soki. Koszt takiej przyjemności to ok. 30 zł.

Jeśli jesteście kawoszami, to polecam skorzystać z  oferty Cofix, których lokale znajdziecie przy głównym bulwarze oraz koło lotniska. Cena małej kawy ok. 5 zł, dużej ok. 8 zł.

Dlaczego Eilat?

Eilat nigdy nie był miejscem na ziemi, o którym marzyliśmy. Wybraliśmy ten kierunek zupełnie spontanicznie, bo… nadarzyła się okazja. Aktualnie rząd Izraela zabiegając o turystów dopłaca liniom lotniczym, dzięki czemu można natknąć się na takie oferty jak 94 zł od osoby za lot w obie strony. Grzech nie skorzystać :) Baza noclegowa jest tak rozbudowana, że każdy znajdzie coś dopasowanego do własnego budżetu. My skorzystaliśmy z Motel Aviv, który możemy polecić. Z wyjazdu jesteśmy bardzo zadowoleni i jeśli ceny lotów będą utrzymywać się na podobnym poziomie, to nie wykluczone, że kiedyś odwiedzimy to miasto ponownie. Dolphin Reef i nieodwiedzony Czerwony Kanion na pewno będą kusić, aby jeszcze kiedyś obrać kierunek na południowy Izrael.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *