Kuchnia

Bułki bezglutenowe

Przychodzę do Was z bardzo prostym przepisem w stylu BEZ. Bułki które chcę Wam dziś zaproponować są bez glutenu, bez drożdży, bez nabiału, bez soi, bez proszku do pieczenia, bez zakwasu i nawet bez oczekiwanie na wyrastanie ciasta. Są za to smaczne, sycące i ze sporą ilością błonnika.

Gluten nie jest złą sławą owiany przez przypadek. Potrafi zrobić ogromne zamieszanie w organizmie, czego efektem niekoniecznie muszą być problemy z układem trawiennym. Poza tym to, że wyniki badań nie wskazują bezpośredniego zagrożenia z nim związanego (celiakii czy też nietolerancji), niestety nie oznacza, że za jakiś czas sytuacja nie ulegnie zmianie, zwłaszcza jeśli organizm wykazuje jakiekolwiek objawy chorób autoimmunologicznych. Gluten to przede wszystkim pszenica. Ta sama, która jest mocno modyfikowana genetycznie, aby uprawy były odporniejsze i jeszcze bardziej opłacalne. Ta sama, która bezpośrednio przed zbiorem bardzo często jest spryskiwana glifosatem (aktywnym składnikiem popularnego i bardzo toksycznego środka chwastobójczego Roundup). Jednak pszenica jest bardzo wdzięcznym składnikiem wszystkich wypieków właśnie z powodu obecności glutenu. To właśnie dzięki niemu wszelkie wyroby piekarskie oraz cukiernicze pięknie wyrastają i są puszyste. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wszystko uprawiane, hodowane czy produkowane na szeroką skalę, dzięki człowiekowi nakręconemu na coraz większy zysk jest w mniejszym lub większym stopniu szkodliwe. Dlaczego zatem niektórzy tak bardzo czepiają się akurat glutenu? Chociażby dlatego, że jakieś 50 lat temu na celiakię cierpiała 1 na 5000 osób, a obecnie jest to 1 na 50 do 100 osób, więc wyraźnie widać, że problem nie dość, że istnieje, to jeszcze narasta.

Badania nie wykazały u mnie ani celiakii ani nadwrażliwości na gluten, jednak pszenica jako stały gość zniknęła z mojej kuchni już jakiś czas temu. Gluten nadal był obecny pod postacią żytniego chleba, ale z czasem pieczywo przestało mi być do szczęścia niezbędne, więc w zasadzie od jakiegoś czasu zniknął i on. Mimo wszystko czasem przyjdzie mi ochota na pieczywo, a wtedy sięgam po przepis na bezglutenowe bułki podpatrzony u Naturalnie Naturalni. Każdemu kto rezygnuje z glutenu z konieczności lub też z własnej woli, na pewno się on przyda :)

Składniki:

  • 200 g mąki owsianej
  • 100 g mąki ryżowej
  • 100 g mąki jaglanej
  • 50 g nasion chia
  • 50 g nasion/łuski babki płesznik
  • 2 łyżeczki sody
  • 0,5 łyżeczki soli
  • ok. 400-500 ml wody

Wykonanie:

Suche składniki mieszamy w misce i powoli dolewamy wodę wyrabiając ciasto, które musi dać się swobodnie ugniatać i nie powinno przyklejać się do rąk (oczywiście nie porównujcie go do ciasta z pszenicy, bo mąki bezglutenowe są bardziej „tępe” i oporne w pracy). Jeśli ciasto będzie za suche dolewamy więcej wody. Jeśli wleje się Wam odrobinę za dużo, to nie spieszcie się z dosypywaniem mąki. Chia i babka płesznik chłoną wilgoć i zazwyczaj wystarczy trochę dłużej wyrabiać ciasto, aby było wszystko w porządku. Ciasto nie musi wyrastać, więc od razu dzielimy je i formujemy dosyć płaskie bułki. Z podanej ilości składników wychodzi 8 sztuk o średnicy ok. 8 cm. Uformowane bułki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wierzch zwilżamy wodą i nacinamy. Blachę z bułkami wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i pieczemy 20 min. Po upieczeniu koniecznie układamy pieczywo na ruszcie, aby mogło swobodnie wystygnąć.

Wskazówki:

Kształt i wielkość bułek oczywiście jest dowolna, ale trzeba mieć na uwadze, że po pierwsze nie wyrosną nam tak jak z mąki pszennej, a po drugie są dużo bardziej sycące. Nadając im duży i wypukły kształt bułki mogą okazać się zbyt zapychające.

Rodzaj mąk jest w zasadzie dowolny. Wszystko zależy od własnych preferencji. W przypadku mąk bezglutenowych zawsze zalecam, aby mieszać ze sobą różne rodzaje. W pierwszym podejściu użyłam także mąki gryczanej (zamiast 100 g owsianej), ale ma ona na tyle charakterystyczny smak, że nie wszyscy go lubią (domownicy kręcili nosem). Przy kolejnej próbie w jej miejsce dałam dodatkową porcję mąki owsianej i tak już zostało.

Nie ma znaczenia czy użyjecie nasion czy też łusek babki płesznik. Robiłam próby i z jednym i z drugim, a także z ich mieszanką – każda opcja wychodziła smaczna. Próbowałam dodać również zmielone siemię lniane zamiast babki, ale bułki miały gorzkawy posmak i trudno mi powiedzieć czy to ogólnie wina siemienia, czy akurat tego konkretnego, które akurat ja zastosowałam. Z ziarnami lnu nie próbowałam.

Smacznego :)

Dodaj komentarz